Przyznam się – mam pewną słabość. Bardzo lubię zaglądać w profile obcym awatarom. Naprawdę sporo można się dowiedzieć.
Profile bywają byle jakie, fascynujące, nudne, zaskakujące… Czasem nijakie, czasem pełne bezcennych informacji, zwłaszcza w zakładce “Picks”.
Dzisiaj co prawda nie dokonałam odkrycia na miarę Atlantydy, ale dzięki grzebaniu w profilu przypadkowo spotkanej i nieźle ubranej awatarki trafiłam do SLAB, niezbyt dużego, ale wartego uwagi sklepu. Wartego uwagi także ze względu na otoczenie – można się poczuć jak na wakacjach.
Małpa po mojej prawej stronie rzuciła we mnie kokosem, więc lepiej uważać.
Nie miałam czasu na dokładniejsze zwiedzanie, więc pewnie tam wrócę – na wszelki wypadek bez portfela.
W sklepie są oczywiście ubrania, damskie i męskie, do tego shape’y (hmmm, nietanie, dobrze, że lubię swój) i… aparaty fotograficzne. Mam nadzieję, że robią doskonałe zdjęcia, za tę cenę…
Aaaa, no i oczywiście, prawie zapomniałam – dwa pudełka z prezentami. Drobiazgi, które mogą się przydać latem, w sam raz na spacer w upalne niedzielne popołudnie.
Koszulka i szorty w wersji damskiej:
W drugim pudełku są spodnie i koszulka męska.
Jak widać mój przystojniak ogolił się na łyso… nie z powodu upałów, nie z powodu jakiejś ideologii… ale z powodu nie lubiącego dzisiaj attachmentów SL. Daję słowo, że i tak lepiej wyglądał łysy niż w gustownym koczku.
—————
Pisząc słuchałam Madonny (a czemu by nie)






