Wszystko zaczęło się od tego, że poszłam sprawdzić jakie darmowe skiny można znaleźć w Winter Moon. Jest kilka ładnych skinów za 1 L$, kolejnych wariacji na temat Another Skin, poza tym słodka kurtka z kapturem, cała w serduszka i podkoszulek z logo sklepu.
Są też okolice.
Koreshan Pointe. Wesołe miasteczko. Uprzedzam, że miasteczko wesołe inaczej.
Kasjerka jakaś podejrzana…
Najlepiej wszystko widać z lotu ptaka. Przy okazji da się zauważyć skin i bluzę w serduszka. Oraz uderzające podobieństwo do postaci za plecami.
Zaczęłam zwiedzanie od tunelu strachu – nagorsze, co mogło mnie spotkać w wesołym miasteczku kiedy byłam dzieckiem. Okazało się, że wagonik nie działa, więc cały tunel przeszłam na piechotę.
Potem wybrałam się na karuzelę, to dla odmiany mój ulubiony fragment wizyty w lunaparku. Ale tym razem nie było za wesoło.
A wystarczyło przeczytać uważnie, że karuzela nie działa z powodu, że nieczynna. Powinnam była zacząć od spisu treści.
Wreszcie, po dłuższej chwili, udało mi się znaleźć coś, co działało. Karuzela jakby stworzona na potrzeby zwariowanego podwieczorku u Marcowego Zająca.
Postanowiłam udowodnić, że jestem naprawdę odważna – udałam się na poszukiwania toalety. Niestety okazało się, że wizyta tam, to nie tyle dowód odwagi, co brawura.
Pewne jest jedno – Sanepid dawno tu nie zaglądał.
Po wizycie w tym uroczym miejscu postanowiłam się przewietrzyć i trafiłam na uliczkę ze sklepami. Okazało się, że są to sklepy niekoniecznie dla grzecznych dziewczynek.
No tak, nie wzięłam pod uwagę jednego – to nie jest wesołe miasteczko dla grzecznych dziewczynek. Grzeczne dziewczynki uciekłyby z krzykiem.
Ewentualnie poszłyby do kina.
——————-
Dzisiaj znowu śpiewała Kasia













