Miało być zupełnie o czym innym. Wszystko już przygotowane, zdjęcia porobione, pół tekstu napisane (a drugie pół w głowie, między trzema szarymi komórkami się obija). Ale nic z tego, uroki nocy lipcowej trzeba będzie opisać kiedy indziej.
Prężna amerykańska społeczność przerosła sama siebie, w ostatnich godzinach zarzucając SL prezentami. Samych sukienek uzbierałoby się na kilka dni przebieranek. Ale nie o sukienkach będzie.
Kapelusz z chorągiewkami, wzbudzający w znajomych zachwyt i przerażenie, był dołączony do paczki z butami w Zhao. Buty z okazji 4 lipca, oczywiście, za darmo, oczywiście.
Bikini… a raczej te sznurki we wzorki, nazwane ładnie Nano Bikini, można dostać w sklepie o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie Shit Luck, za 1 L$.
Do tego skin z Fetch Alternative, prezent rozsyłany na grupę. To ciekawe, do Fetch Alternative trafiłam przypadkiem, a lada dzień stanę się zagorzałą fanką, co chwila dostaję jakiś prezent. Tym razem skin w trzech odcieniach, mniej i bardziej opalonych, z dość mocnym makijażem, a co najważniejsze – z tatuażami. Niby na temat 4 lipca, ale wyrwane z kontekstu też wyglądają ładnie.
Nic, tylko świętować.
Jak widać wróciłam do mojego stroju przygotowywanego wczoraj, tym razem wzbogaconego o nowy skin i pończochy. I poczułam się jak żywa reklama amerykańskiej flagi.
Myślałam, że to koniec prezentów, ale skąd – niedługo potem kolejna przesyłka, tym razem z grupy Cal Gal – boa. Czy muszę dodawać, że w stosownych kolorach?
W ramach umacniania przyjaźni polsko-ra… wróć, polsko-amerykańskiej wpadłam do jednego z polskich miast. Niestety, poza mną i fotografem nie było nikogo.
—————
Ja szykowałam się do parady, śpiewał znowu ON.


