Blaski i cienie

25 02 2009

Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija*.

Ani to oryginalne, ani bardzo zabawne. Taka tam rymowanka, prawdziwa niestety. W zależności od okoliczności może pocieszać albo martwić. Walczyć nie ma jak, mija na pewno.

Całkiem niedawno, zaledwie kilka godzin temu, przeczytałam na jednej ze stron poświęconych SL zdanie, nad którego fragmentem zatrzymałam się na dłuższą chwilę – “jako osoba niegdyś znana i publiczna w Second Life”. Znana i publiczna? Rzuciłam okiem na imię i nazwisko, owszem, znane mi, z kilku rozmów na czacie. No kurcze, pomyślałam sobie, nie wiedziałam, że rozmawiam z VIPem.

Dawno temu, kiedy świat był młody, łatwo było stać się osobą publiczną. Wystarczyło założyć pierwszy polski klub (ktoś kiedyś musiał być pierwszy), pierwszy polski kantor (tu też kto zaczął pierwszy ten wygrywa), współtworzyć pierwszy polski sim, rządzić w jednym z największych SL-owych klubów, mieć najwięcej wpisów na raczkującym wtedy forum secondlife.pl (pozdrowienia, Noah), pokazać się w TV w odpowiednim momencie…

Było nas mało. Łatwiej się wtedy wyróżnić, łatwiej stać się rozpoznawalnym. Warto wtedy zachować równowagę. Nie dać się zwariować. I pamiętać, że wszystko mija.

y: Kurcze, musze beret kupic

Mad: Po co Ci beret?

y: Zeby miec co nerwowo w rekach mietosic kiedy z Toba rozmawiam

Dzisiaj jest trudniej. Przez SL przetoczyło się polskie tsunami, jesteśmy społecznością na tyle liczną, że nie wszyscy wszystkich znają. I co prawda małomiasteczkowe obyczaje nadal są nam bliskie, ale miasteczko rozrosło się na tyle, że nie musimy wiedzieć kto z kim, po co i dlaczego. I nie musimy znać VIPa z sąsiedniej dzielnicy.

Nie będę ukrywać – miło jest być kimś znanym. Śmiesznie też, kiedy mocując się z zakupami albo zacinającą się klamką w samochodzie można sobie pomyśleć – ha, tu wszystko jest do dupy, ale tam, w pixelowie, gdzie wszyscy są lżejsi o problemy i kilogramy, mam swój fotel i lampkę koniaku, mam swoją różę od barmana i kilka IMów od naprawdę_znanych_osób.

Naprawdę? Gdzie w SL kończy się prawda, a zaczynają marzenia?

No i co. No i mija to wszystko. Ludzi przybywa i ci nowi wcale nie wiedzą, że to ja, ta słynna Aga, Jan, Mad.

Jak reagujemy? Różnie, bo różni jesteśmy. Niektórzy nie zauważają zmiany, tak jak nie zwracali uwagi na swoją VIPpowatość. Niektórzy wydeptują sobie własny kąt i w tym kącie dłubią coś pomalutku. Inni jeszcze co chwila próbują udowodnić sobie i światu, że nadal są punktem centralnym, podnosząc głowę i kąsając wszystkich dookoła.

Jak ta żmija, przemijająca nieuchronnie.

* skojarzenie z tym akurat zwierzątkiem nieprzypadkowe





raz na jakiś czas…

4 02 2009

…siadam nad otwartą stroną “dodaj nowy wpis” i myślę. I nie wymyślam, jak widać.

Trochę jak w tym dowcipie o robotnikach na budowie – tyle pracy, że nie ma kiedy taczek załadować. Mam kilka tematów zaplanowanych, mniej lub bardziej poukładanych w głowie, kilka rzeczy, które chcę napisać, kilka… naście (-dziesiąt?) miejsc, wartych opisania… i rozmywa się jakoś to wszystko.

Pocieszam się tym, że nie mnie jedną dopadł zimowy marazm (no dobra, wiem, w niego się wpada, marazm z definicji nie jest skłonny do robienia czegokolwiek). Tłumaczę sobie, że wiosną będzie lepiej, wszystko budzi się do życia więc może i z tych przysypanych śniegiem myśli coś wykiełkuje.

Się zobaczy.

Nic na siłę. Najlepsze rzeczy dzieją się same, bez poganiania.

31 stycznia otwarto nowy sim, Yebizah. Z tej okazji trwa tam polowanie – szukamy szkatułek z wystającym zachęcająco złotym materiałem. Można znaleźć przeróżne rzeczy, od jeansów po suknie, jest nawet skin (+ shape i kilka kolorów oczu). Ja zakochałam się w stroju Dancing Queen. Nie, to nie jest sukienka.

Poza (z torbami) to dollarbie z Juicy.

Włosy (z berecikiem) to najnowszy prezent z ::69::. Włosy są brązowe, kolor czapki można zmieniać.

Skin to jeden z dwóch, jakie można dostać w Cybernetic. W paczce jest też shape.

———————

Wraca.

http://youtube.com/watch?v=PFfmDff78jE