Drugie życie Madelaine

Second life

dawni znajomi 29/04/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 14:42
Tags: , ,

Najpierw rl – poranny mail od studentki, piszącej pracę magisterską o historii naszego wydziału, z prośbą o kilka informacji.

Lista nazwisk, fala wspomnień. Cały dzień powracają do mnie twarze i urywki scen.

To był dobry czas.

Od czasu do czasu w SL pojawiają się dawni znajomi. Zaglądają rzadko, najczęściej w nocy, odzywają się na IM: “Co u Ciebie? Co się tu teraz dzieje? Są jakieś ciekawe miejsca? Jest coś podobnego do Caffee?”

Nie ma. Lista znajomych po części nowa, po części martwa, zostawiam niektóre nazwiska z nadzieją, że kiedyś wrócą. Zapytają.

Czy to Caffee była miejscem szczególnym, czy czasy wtedy były inne? I na czym ta inność polegała? Było nas mniej? Mniejsze znaczenie – o ile w ogóle jakieś znaczenie – miało, czy skin z Redgrave, a włosy RaC? Nie wiem. Pomyślałabym, krytycznie jak zwykle, że to tylko moje narzekanie, ględzenie znudzonego dwuletnim życiem awatara, ale nie jestem jedyna.

Tęsknię za del Mar, za wiszącym w powietrzu zapachem butwiejących w wodzie liści z lindenowskich dębów, które tak naprawdę są klonami. Za rozmowami o wszystkim i niczym, prowadzonymi do późnej nocy. Za imprezami, których tak nie lubię robić, a które działy się same. I podczas których wszystko mogło się zdarzyć.

Fish przebrany za brzydką grubaskę w różowej sukience.

Jantarka z włosami z plasteliny, w przefarbowanych jeansach od Lindenów (Nightclub Female, a jakże).

Tomek w stringach wijący się na rurce.

Ja w pawich piórach tańcząca na krześle.

Było i nie ma. Rozpierzchliśmy się. Niektórzy oddalili się od siebie, niektórzy zniknęli na zawsze, niektórzy uśmiechają się do siebie przez IM, nie mając czasu na spotkanie. Czasami nostalgicznie ktoś się odezwie: “a pamiętasz…”

Pamiętam. To były piękne miesiące. A teraz jest po prostu inaczej.

Zastanawiam się, na czym to polega – jest nas więcej, a jednocześnie coraz częściej słyszę głosy, że SL opustoszało. I coraz mniej między nami dialogu, a jeśli już do niego dochodzi, coraz łatwiej zmienia się w nieuzasadnione ataki. A nie, przepraszam – w uzasadnioną obronę przed nieuzasadnionym atakiem. Którego ja najczęściej nie widzę, o większości konfliktów dowiaduję się na końcu, zdumiona tym, że pan X nie lubi się z panią Y, która nie trafi pana Z, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu rozmawiali ze sobą całkiem normalnie. A zdumienie moje nie ma końca, kiedy okazuje się, że i ja jestem w to wszystko wplątana, chociaż coraz rzadziej pojawiam się gdziekolwiek.

Z mojego tarasu widać morze i księżyc unoszący się nad Morfiną.

Na horyzoncie powiewają proporce, zatknięte dumnie na flankach nieustannie oblężonych twierdz.

———

A piosenka bez związku. Przylepiła się do mnie.

 

zielono mi 28/04/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 11:42
Tags: , ,

Lubię wszystkie pory roku. Cierpki zapach jesieni, błękit wrześniowego jeziora, szczypiący mróz zimy i pełnię księżyca w grudniu. Lubię wsłuchiwać się w deszcz i chować w cieniu latem. Lubię rodzącą się zieleń wiosny, śpiewające o świcie ptaki.

Zapachy, dźwięki, kolory.

Ostatnio czasami bywam motylem.

To mój własny prezent na drugie urodziny. Motylem można zostać dzięki Marolkowi.

Butterfly Avatars – MH Shop, 10 L$ (te dwa, pozostałe kosztują 390 L$)

Wiosna zajrzała także tutaj. Może pora na odkurzenie Wyspy?

 

pamiętam 24/04/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 11:58
Tags: ,

Pamiętam ten dzień? Oczywiście, że nie. Wiem na pewno, że kilka dni wcześniej musiałam zmienić komputer. Na nowszy i lepszy. Po tych kilku dniach przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego jak Second Life, że kiedyś się rejestrowałam, ale komputer był za słaby…

Z lampką koniaku usiadłam do komputera. Z pierwszej rejestracji nie pamiętałam nic poza imieniem i nazwiskiem, więc dałam sobie spokój.

www.secondlife.com… join in…

Wiedziałam, że chcę mieć na imię Madelaine. Że mam na imię Madelaine.

Nazwisko – późniejsza zmora niektórych (pozdrawiam Linkę) – miało mi się spodobać. Kreowałam przecież siebie od początku, każdy milimetr mojego pikselowego ciała i duszy miał być nowy, inny. Lepszy?

Pamiętam, że wzrok mi się zatrzymał przy S. Sautereau. Trudne. Obce. Pasujące do imienia.

Pasujące do mnie. Inicjały prawie te same.

Ściągania i instalowania programu nie pamiętam, daruję Wam szczegóły.

Pamiętam za to doskonale pierwsze sekundy, kiedy Mad wyłaniała się z chmurki, stojąc w kolejce, między innymi awatarami. Pamiętam doskonale pierwsze minuty, kiedy jednym kliknięciem zdjęłam z siebie wszystko, włącznie z włosami. Następne pół godziny zajęło mi założenie na siebie czegokolwiek.

Podobało mi się wszystko. Wyspa początkowa była dla mnie źródłem radości przez dwa dni. Chodziłam po jakimś biurowcu, latałam, jeździłam dziwnym pojazdem, latałam, chodziłam pod wodą, latałam.

Pamiętam pierwszy teleport, wyjście z inkubatora. Pierwsze chwile w prawdziwym świecie, jak jazda na karuzeli. Pierwsze znajomości, jak przez mgłę, z tych pierwszych dni pozostał na liście znajomych jeden człowiek, uśmiechamy się do siebie raz na jakiś czas.

Pamiętam towarzyszącą mi od pierwszych sekund pewność. To jest moje miejsce.