dwa lata później
9 XI
Znowu jestem tutaj, chociaż nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła powrócić. Dopłynęłam jednak. Morze nie zawsze było przyjazne, nie pamiętałam zbyt dobrze drogi – ale nie dziw się temu, wtedy płynęłam przecież z Kocim Mężczyzną, tym razem musiałam sobie radzić sama. Jest w tym trochę więcej satysfakcji, muszę to przyznać, jest też i radość z odkrywanej na nowo samotności. Jest samotność.
Wszystko wygląda tu teraz inaczej; pamiętasz, kiedyś Wyspa była kwiatem, teraz rosną tu tylko trawy i kamienie. Tak wiele pracy przede mną, tyle spokojnego wysiłku. Trzeba wszystko posprzątać, poustawiać od nowa na swoich miejscach. Odnaleźć stare meble, w wazonach poukładać kolorowe bukiety z traw i ptasich piór. Jeżeli przylecą ptaki.
Nie wiem zupełnie, co się z nimi stało, nie wiem zupełnie, co stało się z ogrodem. Nie pamiętam, gdzie był, w których miejscach biegły ścieżki. Nie myślę nawet o odnalezieniu Różowych Drzew, są przecież jakieś granice pamięci.
Wyspa zimą. Naga i opuszczona, trochę bezbronna, trochę niczyja. Nie przypuszczałam, że będę tu o tej porze roku, przecież poprzednio wyjechałam, kiedy tylko zaczęła się jesień. Bałam się wtedy jesieni, nie potrafiłam jej przeżyć. A może po prostu byłam pewna, że poradzimy sobie bez siebie, ja bez jesiennej Wyspy, jesienna Wyspa beze mnie. A potem zapomniałam.
Jestem tu dopiero kilka nocy, właściwie nie zdążyłam się jeszcze rozpakować, jakbym zostawiała sobie w ten sposób furtkę, możliwość powrotu. Walizki stoją w drzwiach, walizki, torby i kuferki, czują się pewniej ode mnie, zwłaszcza nocą. Kiedy brakuje mi oddechu Kociego Pana, błysku w oczach Słonecznego Chłopca.
Kończę już, wybacz mi, że tak chaotycznie opisałam to wszystko. Ale jest tyle niepokoju we mnie, tyle niepamięci. Nie wiem, czy tu zostanę, nie wiem, czy chciałabym tu zostać.
Jeszcze napiszę.
——————
Ewa Lipska
*** (dotąd doszliśmy)
dotąd doszliśmy. Tu się rozwiązały
koniec z początkiem. Przekłady Homera
na brzegu siedząc przeglądamy teraz.
Nikt nie przypływa po nas. Puste oceany.
Spokój gwałtowny. Może to juz sierpień.
Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.
Jest mi tak jakby już było za późno.
Może to sierpień. Ale drzew tu nie ma
a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach.
Nikt nie przypływa. Homerycki żart
i wiatr z kamieni nam wróży jak z kart.
Nikt nie przypływa











































