Drugie życie Madelaine

Second life

wyspa XII 09/11/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 10:25
Tags: , , , ,

dwa lata później


9 XI

Znowu jestem tutaj, chociaż nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła powrócić. Dopłynęłam jednak. Morze nie zawsze było przyjazne, nie pamiętałam zbyt dobrze drogi – ale nie dziw się temu, wtedy płynęłam przecież z Kocim Mężczyzną, tym razem musiałam sobie radzić sama. Jest w tym trochę więcej satysfakcji, muszę to przyznać, jest też i radość z odkrywanej na nowo samotności. Jest samotność.

Wszystko wygląda tu teraz inaczej; pamiętasz, kiedyś Wyspa była kwiatem, teraz rosną tu tylko trawy i kamienie. Tak wiele pracy przede mną, tyle spokojnego wysiłku. Trzeba wszystko posprzątać, poustawiać od nowa na swoich miejscach. Odnaleźć stare meble, w wazonach poukładać kolorowe bukiety z traw i ptasich piór. Jeżeli przylecą ptaki.

Nie wiem zupełnie, co się z nimi stało, nie wiem zupełnie, co stało się z ogrodem. Nie pamiętam, gdzie był, w których miejscach biegły ścieżki. Nie myślę nawet o odnalezieniu Różowych Drzew, są przecież jakieś granice pamięci.

Wyspa zimą. Naga i opuszczona, trochę bezbronna, trochę niczyja. Nie przypuszczałam, że będę tu o tej porze roku, przecież poprzednio wyjechałam, kiedy tylko zaczęła się jesień. Bałam się wtedy jesieni, nie potrafiłam jej przeżyć. A może po prostu byłam pewna, że poradzimy sobie bez siebie, ja bez jesiennej Wyspy, jesienna Wyspa beze mnie. A potem zapomniałam.

Jestem tu dopiero kilka nocy, właściwie nie zdążyłam się jeszcze rozpakować, jakbym zostawiała sobie w ten sposób furtkę, możliwość powrotu. Walizki stoją w drzwiach, walizki, torby i kuferki, czują się pewniej ode mnie, zwłaszcza nocą. Kiedy brakuje mi oddechu Kociego Pana, błysku w oczach Słonecznego Chłopca.

Kończę już, wybacz mi, że tak chaotycznie opisałam to wszystko. Ale jest tyle niepokoju we mnie, tyle niepamięci. Nie wiem, czy tu zostanę, nie wiem, czy chciałabym tu zostać.

Jeszcze napiszę.

——————

Ewa Lipska

*** (dotąd doszliśmy)

dotąd doszliśmy. Tu się rozwiązały
koniec z początkiem. Przekłady Homera

na brzegu siedząc przeglądamy teraz.
Nikt nie przypływa po nas. Puste oceany.
Spokój gwałtowny. Może to juz sierpień.

Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.
Jest mi tak jakby już było za późno.
Może to sierpień. Ale drzew tu nie ma

a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach.
Nikt nie przypływa. Homerycki żart
i wiatr z kamieni nam wróży jak z kart.

Nikt nie przypływa

 

sztuka konwersacji 13/08/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 00:42
Tags: ,

Scenka zapamiętana w Second Krakow, ale prawdę mówiąc to bez znaczenia, równie dobrze mogło to by być dowolne popularne miejsce w polskim SL.

[14:14] KP: Squeek! =^-^=

[14:14] KP: Squeek! =^-^=

[14:15] RY: Mlasssk!!!

[14:15] KB: idziemy gdzies?

[14:15] SB: oki

[14:15] SB: a gdzie

[14:17] OG: O tuli:***

[14:17] OG: Huggies!

[14:17] UL: patrze na was z góry:XD

[14:17] OG: O tuli:***

[14:17] OG: Huggies!

[14:17] KP: aaaaaaaaa !

[14:17] KP: ?

[14:17] KP: »-(¯`v´¯)-» Sex on the Beach »-(¯`v´¯)-»

[14:17] OG: »-(¯`v´¯)-» Sex on the Beach »-(¯`v´¯)-»

[14:17] RY: die

[14:18] mD: Mlasssk!!!

[14:18] RY: Mlasssk!!!

[14:18] KP: *:-.,_,.-:*’“’*Yayyyyyyy!!!!*:-.,_,.-:*’“’*

[14:18] mD: Mlasssk!!!

[14:18] mD: Mlasssk!!!

[14:18] OG: O tuli:***

[14:18] OG: Huggies!

[14:18] mD: hug

[14:18] mD: Przytulanka!!!

[14:18] OG: O tuli:***

[14:18] KP: K tuli:***

[14:18] OG: Huggies!

[14:18] KP: Huggies!

Zastanawialiście się czasem, po co wchodzicie do SL?

No tak. W rl przecież nie ma gesturek.

——————-

Ilustracja muzyczna dobrana starannie.

 

coś się kończy, coś się zaczyna 31/03/2009

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 12:03
Tags: , ,

A jednak. Pora na kolejną przeprowadzkę. Królowa zdetronizowała siebie samą, oddając władzę Cesarzowej.

Cesarstwo to nie moja bajka.

O nowym domu napiszę niedługo, jak już poustawiam na miejscach wszystkie meble. Tak, może nareszcie uda mi się dorobić jakichś mebli. Póki co sprzątałam stary dom i skorzystałam z okazji, żeby chociaż na chwilę postawić chatkę. Moją ukochaną chatkę rybacką.

Zawsze musi być trochę sentymentalnie.

——————————————-

Jeszcze pożegnalny prezent od Ayumi.

 

Z kamerą wśród zwierząt 02/12/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 16:24
Tags: , ,

Nie wiem, po co to robię, może z nudów? Niezbyt często, ale bywają takie wieczory w SL, kiedy znajomych nie ma, albo są zajęci, nie mam ochoty na kolejną przebiórkę, nie chce mi się skupiać nad czymś, co może i powinnam zrobić, ale po co dzisiaj…

I wtedy to robię.

Chociaż poprzednim razem obiecywałam sobie, że nigdy więcej, chyba, że będzie się działo coś bardzo, bardzo ważnego.

A gdzie tam. Jestem niereformowalna.

Raz na jakiś czas po prostu muszę. Muszę i już.

Otwieram inventory, wpisuję w okno trzy pierwsze litery… Kra…

I ląduję w Second Krakow.

Wczoraj akurat zaczęłam od górnej półki, czyli wykładu w Academii Electronica. Jak zwykle się spóźniłam, jak zwykle po kilkunastu minutach doszłam do wniosku, że za mądre dla mnie to wszystko, potem jak zwykle zagadałam się IMowo i jak zwykle wyszłam po angielsku (niech żyją teleporty).

Wykłady w Academii… swoją drogą to temat na osobne wypracowanie, które może kiedyś. Zawsze kiedy tam jestem (a nie bywam regularnie na wykładach) utwierdzam się w przekonaniu, że jestem użytkownikiem Second Life. I że wolę chłonąć ten świat dostępnymi w nim zmysłami, niż zastanawiać się nad Platonem. To dlatego nie zrobię nigdy kariery naukowej.

Ale miało być o SK.

Kiedy już dyskretnie (mam nadzieję, że dyskretnie) uciekłam z Academii, powędrowałam w stronę zielonych kropek. Kropek było kilka i wszystkie doskonale się bawiły. Naprawdę przewybornie.

Nie wiem, co jest w tym miejscu, że przyciąga takich ludzi. Oczywiście, nie chcę generalizować, poznałam w Second Kraków wiele ciekawych osób, zdarzyło mi się tam przegadać niejedną noc i wiele razy naprawdę dobrze bawić. Ale jednak spory procent odwiedzających to dzieciarnia albo obwieszona blingami, wrzeszcząca gestrukami, wiecznie znudzona młodzież. Jak można się nudzić dzień w dzień? Gdzie sens?

Chociaż może lepiej, żeby się nudzili niż organizowali sobie rozrywki na własną rękę…

Dwaj młodzieńcy, z których jeden miał niecenzuralny napis na koszulce, a drugi nosił na głowie tekturowe pudełko z przytwierdzonym doń freebiesowym penisem, bawili się doskonale. Słownictwa przytaczać nie będę, nie oburza mnie, też tak umiem i daleko im do mojego zasobu słów. Najśmieszniejsze w ich zabawie było skakanie udające kopulację, wokół jakiejś dziewczyny i ochroniarza.

A właściwie nie, nie to było najśmieszniejsze.

Zabawniejszy był żal dziewczyny, kiedy ochroniarz wyprosił panów ze stołecznego miasta K.

“Szkoda, przynajmniej było wesoło…”

No tak, ubawiliśmy się po pachy.

———

 

Down the Squirrel-Hole 05/11/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 10:35
Tags: ,

To zwykle są przypadkowe wyprawy. Te planowane odkłada się z dnia na dzień, dopracowując szczegóły, aż w końcu któregoś dnia okazuje się, że wszystko przeterminowane.

Tym razem zaczęło się od poszukiwań krzeseł do mojego nowego domu. Tak, nadeszła pora na zmiany – miejsce pozostało to samo, ale znudziły mi się nagrzane słońcem ściany toskańskiej willi. A może ta słoneczność nie pasowała do panoszącej się za realowym oknem jesieni?

Swoją drogą, to urok pikselowego życia – przebierać się w domy w zależności od pór roku.

Szukając krzeseł trafiłam do ::plod::, niewielkiego ale pięknego miejsca, będącego w pewnym sensie sklepem (skoro można tam kupić kilka rzeczy), idealnie nadającego się na krótką wycieczkę.

Rozglądając się po sklepiku trafiłam na kółko z biegającym w środku zwierzątkiem (w rl takie kółko miał kiedyś mój chomik). Ładne to było, więc wykonałam zdjęcie i przesłałam dwóm osobom. W tym koleżance, znanej z miłości do nie tylko pikselowych zwierząt.

Wiem, wiem, literki w oknie IM tego nie potrafią, ale naprawdę nieomal usłyszałam pełen zachwytu okrzyk.

I dzięki temu nie zwiedzałam wyspy sama.

Zwierzątko biegające w kółku okazało się być wiewiórką. Wystarczyło tylko rozejrzeć się dookoła, żeby przekonać się, że jest też najmniejszym przedstawicielem gatunku, które opanowało okolice.

Wystarczyło tylko zrobić kilka kroków, żeby nabrać pewności, że należy patrzeć pod nogi… bo można niespodziewanie wylądować pod ziemią.

Ja zleciałam pierwsza, za mną solidarnie spadła Madonna.

Wylądowała miękko, rozejrzała się… i wymownie złapała się za głowę.

Udało nam się wydostać. Po wyjściu na powierzchnię okazało się, że oprócz wiewiórek podziemnych wyspę zamieszkują też wiewiórki podniebne.

Spędziłyśmy na wyspie jeszcze trochę czasu, potem wróciłyśmy do domów.

Ja do całkiem nowego domu, gdyby ktoś nie pamiętał.

Coś czuję, że meblowanie trochę potrwa. Póki co mam łóżko (dziękuję, Morri) i dwa fotele. I kominek, przy czymś przecież trzeba ogrzać zmarznięte pikselowe stopy.

Spotkałyśmy się Madonną jeszcze raz, tego samego wieczora. I poleciałyśmy na kolejną wycieczkę.

Ale to zupełnie inna historia.

——————

Piosenka dla tych, którym tytuł wpisu z czymś się skojarzył.

 

Tam, czyli całkiem inne życie 28/10/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 11:52
Tags: , , ,

O There dowiedziałam się tego samego dnia kiedy po raz pierwszy udało mi się zalogować w SL. Dlaczego wtedy nie spróbowałam? Nie mam pojęcia. Później przez kilka tygodni nie było okazji, SL wciągnęło mnie od pierwszych minut. O tym, że wreszcie ściągnęłam i zainstalowałam There zadecydował przypadek, a może raczej nawalające serwery LL (z tego samego powodu jeszcze później zajrzałam do RedLightCenter, ale o tym kiedy indziej).

Kiedy pierwszy raz tam byłam, There przypominało bardzo biednego kuzyna Second Life. Pod każdym względem. Wróciłam po kilku miesiącach, żeby sprawdzić czy coś się zmieniło. Bo coś musiało, skoro na starcie zostałam poproszona o ściągnięcie nowej wersji.

Oczywiście.

Po pierwsze i zapewne z punktu widzenia właścicieli tamtego świata najważniejsze – pojawiła się możliwość wykupienia konta premium. Wydaje mi się, że przedtem nie było podziału na rodzaje kont.

Po drugie – logując się można wybrać miejsce. Za pierwszym razem kiedy tam byłam lądowało się na jednej niewielkiej wysepce, z której nie potrafiłam się wydostać (taaak, od razu przypominają mi się rozpaczliwe okrzyki “jak się wydostać z wyspy startowej??” Uczciwie przyznaję, w There nie umiem przejść tego etapu).

Po trzecie – awatary mają nieco bardziej urozmaicone ubrania, co oczywiście wiąże się z zakupami, co wiąże się z wymianą gotówki (czy jest możliwość zarobienia w There nie byłam w stanie stwierdzić).

Właśnie – wymiana waluty. L$ w There nazywają się Therebucks, mają skrót T$ (Ts). Przelicznik: 1 $ = 1800 T$ (stan na dzisiaj, nie wiem na ile wpływ na siłę Ts’ów ma sytuacja na światowych giełdach). Ale czy warto? Po najskromniejszych nawet zakupach w SL można się tylko pośmiać na widok tych cudowności. Najprostszy zestaw ubrań, jaki ma każdy awatar w swoim inventory na starcie w SL to są królewskie kreacje w porównaniu z tym, co ma się w There. Madelaine_S ma w szafie koszulkę, szorty i sandały.

Zaczyna się od rejestracji. Przebiega krótko, nie ma wyboru nazwisk, ponieważ można się nazwać dowolnie. Cóż za pole dla wyobraźni.

Kiedy już ściągniemy 45 MB zainstalujemy całość (potrzebne jest 300 MB wolnego miejsca na dysku), możemy się logować.

Tu też zmiana – There otwiera się w oknie, wersja pełnoekranowa graficznie wygląda na dużo gorszą od Prince of Persia, w którego grywałam jako dwunastolatka. A może się czepiam.

W oknie There prezentuje się tak:

Gdybym była bogata, mogłabym zmienić na przykład fryzurę… Ale nie, nie chcę być bogata.

Bardzo irytujące jest to, że kliknięcie w cokolwiek skutkuje otwarciem się przeglądarki. Profile użytkowników, sklepy, wybór innej lokalizacji, podręczna pomoc – wszystko. Oczywiście, że można się do tego przyzwyczaić, zastanawiam się tylko po co There aż 300 MB wolnego miejsca?

Oczywiście, nie obrazki są ważne, ale ludzie. A ludzi w There jest zdecydowanie więcej niż za mojej pierwszej wizyty.

Nie ma czegoś takiego jak okno chatu, kiedy chcemy coś powiedzieć po prostu piszemy – i tekst pojawia się w chmurce nad głową. Jest możliwość prowadzenia rozmowy na IM, można też poznaną osobę dodać do listy znajomych (buddy list).

Ja poznałam 3 osoby. Rozmowa sprowadzała się do uzgadniania how are you, ile masz lat i gdzie mieszkasz. Potem, kiedy podskakująca wesoło trzynastolatka z Peru poszła dalej, udało się zamienić kilka zdań z dalszych stron rozmówek angielsko-wszelkich.

Kiedyś There przypominało mi biednego kuzyna SL. Wczoraj przekonałam się, że tym biednym kuzynem pozostało.

 

Coś ciepłego 13/10/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 17:45
Tags: ,

Dawno tego nie robiłam, nie był okazji. Albo za dużo pracy, albo za dużo rozrywek, albo za dużo freebiesów (co jest połączeniem jednego i drugiego). Ale ostatnie dni były nieco spokojniejsze, była więc okazja, żeby przypomnieć sobie, jak to jest.

Kliknąć search. Wybrać zakładkę “Places”. Wpisać słowo, które nam przyjdzie do głowy.

Pewnie z powodu panoszącej się słonecznie złotej jesieni zatęskniłam za miejscem, gdzie słońce naprawdę grzeje. Miejscem, do którego mam daleko i w którym pewnie nigdy nie będę.

I tak trafiłam do Afryki.

Africa. Wylądowałam, przywitałam obecnych (było całkiem sporo zwiedzających), przebrałam się i zaczęłam wędrówkę.

Nie mogło zabraknąć króla zwierząt. Niestety był mało rozmowny.

Udało mi się też spotkać jedno z moich ulubionych zwierzątek.

Oraz mniej ulubione, ale za to bardzo uparte. Zebry w SL też nie da się oswoić.

Po przejściu na piechotę połowy kontynentu przyjemnie jest odpocząć w cieniu nad wodą…

Albo pod wodą, obserwując krążące żółwie.

Afryka to kontynent pełen skrajności. Żyją tam zwierzęta ogromne…

I zwierzęta bardzo małe (z pozdrowieniami od profesora Mmaa):

Jedyne, czego naprawdę mi brakowało podczas tej wyprawy, to rdzenni mieszkańcy. Ale oni zapewne bawią w innych simach, zwiedzając tak egzotyczne dla nich miejsca jak, na przykład, Centrum Polska.

Ale skłamałabym mówiąc, że nie ma w Second Afryce śladów człowieka.

Warto się tam wybrać i odkryć swoją własną Afrykę. Ja na pewno tam wrócę, kiedy za oknem będzie jeszcze zimniej. Na rozgrzewkę.

——————–

Piosenka obowiązkowa:

 

Całkiem inny świat 17/09/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 11:01
Tags: , , ,
Your new Online World
Twinity – Powered by real life. Download the 3D Online World!
Takie słowa rzuciły mi się w oczy przy przeglądaniu forum. Reklama jak reklama, ale zainteresował mnie ten całkiem nowy świat.
Postanowiłam sprawdzić.

http://twinity.com/en/home

Program działa na razie tylko pod XP i Vistą. Plik instalacyjny zajmuje 130 MB, po rozpakowaniu ponad 250 MB. Autorzy uprzedzają, że to wersja beta i proszą o komentarze i uwagi.
Weszłam… pobawiłam się trochę z wyglądem… wymieniłam kilka zdań z innymi noobkami…
Dziwnie tak jakoś. Poruszanie się sprawia problemy, rozmowa wyświetla się w oknie chatu i w postaci dymków nad głową, nie wiadomo jak się dokopać do różnych opcji, które w SL traktuje się jak codzienność… Trochę mi to wyglądało na skrzyżowanie There z Red Light Center (jeżeli chodzi o wygląd oczywiście, nikt za mną nie biegał pytając “sex? sex?” jak to w RLC bywa).
Na starcie dostaje się 2500 w jakiejś dziwnej walucie (symbol jest podobny do euro), ale wszystko, co ma się w swojego rodzaju inventory kosztuje – za zmianę fryzury i bluzki zapłaciłam kilkadziesiąt “złotych”.
Podobno można się dostać do wirtualnego Berlina. Możliwe nawet, że się dostałam, ale nie zauważyłamm tego. Podobno można tam wynająć apartament.
Można edytować swój wygląd, decydując o kolorze skóry, wzroście, wadze i wieku, edycja twarzy jest nieco bardziej rozbudowana, ale po kilku próbach uznałam, że jedyne co mogę to upodobnić się do ropuchy i zdecydowałam się na wybranie domyślnych ustawień, bardzo niewiele zmienionych.
Jest też możliwość wrzucenia własnego zdjęcia (potrzebne są dwa, en face i z profilu).
Może będę próbować zgłębiać ten świat, chociaż po półgodzinnym pobycie z ulgą wróciłam do SL.
I jeszcze ruchomy obrazek:
 

Niestety w teatrze 29/08/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 01:58
Tags: , ,

(Osoby ewentualnie oburzone słówkiem “niestety” w tytule wpisu odsyłam do słuchowiska “Lato Muminków”)

Nareszcie, westchnęłam, segregując zdjęcia. Od tylu dni zapowiadałam kilka słów o teatrze, który powstaje w Polskiej Republice, że dokumentacja zdjęciowa pokryła się cienką warstwą pikselowego kurzu.

Do rzeczy.

W noc zakończenia wyborów do Rządu Tymczasowego PR Szerewp Loon zaprosił wszystkich do swojego, szykującego się do wielkiego otwarcia, Teatru. O premierze w pierwszym polskim teatrze w SL pisałam TU. Od czasu premiery SL-owe polskie życie teatralne przygasło, Morphinne nie dało więcej przedstawień i zawiesiło swoją działalność na czas nieokreślony (o czym można przeczytać na teatralnym blogu). Z Teatru Morphinne odszedł Szerewp, a z tego co wiem, Jantarka szykowała się na otwarcie sceny w Second Poland.

Czy takie rozdrobnienie wpłynie na osłabienie, czy przejdzie w jakość – czas pokaże. Niektóre nasze cechy narodowe ciągną się za nami, bez względu na to, w które życie się bawimy.

Na spotkaniu przed otwarciem teatru PR pojawili się wszyscy. Oczywiście przede wszystkim Królowa i Damy Dworu.

O tym, co działo się na scenie można przeczytać na blogu Morrigan i blogu królewskim. Ja dorzucę tylko trochę zdjęć, z widowni i zza kulis (niech żyje zoom).

Po przed-przedstawieniu właściwym nastąpiło spontaniczne przedłużenie spektaklu o czytanie opowiadania “Miłość” Pabla Oliveiry. Część drugą czytał Szerewp, pierwszą – Morrigan. Olśniewająca pod każdym względem :-)

Gdybym miała pisać recenzję… nie, nie podjęłabym się. Wieczór był ważny dlatego, że w ogóle coś takiego miało miejsce. Mam nadzieję, że teatr w PR przetrwa. Może to niepopularne, ale na pewno bardziej potrzebne niż kolejny klub z konkursami na najładniejsze gacie w grochy…

A po ogłoszeniu wyników wyborów padliśmy, zbierając siły na pierwsze posiedzenie Rządu Tymczasowego.

—————

Warto poświęcić 10 minut, zapewniam.

 

Wrocław tonie 26/08/2008

Zaszufladkowany do: Czystopis — drugiezyciemad @ 12:27
Tags: , ,

Wczorajsza noc zakończyła się dość niespodziewanie – miała być nudna wycieczka przed snem po miastach Second Poland, a okazało się, że trafiam w sam środek apokalipsy.

Właściwie chyba komentarze nie są potrzebne. Zwłaszcza, że to, co zobaczyłam raczej zatyka.

Na miejscu zebrali się ci, którzy chcieli rzecz całą na własne oczy zobaczyć, a może i pomóc w rozwiązaniu zagadki – co się stało? – i w doprowadzeniu całości miasta do poprzedniego stanu.

Tak było wczoraj późną nocą, ostatnie zdjęcie robiłam o 3:37. Dzisiaj wczesnym popołudniem wróciłam tam, żeby zobaczyć czy cokolwiek zostało naprawione.

Cisza, spokój, krajobraz jak po bitwie.

Nikogo to nie obchodzi, czy sprawa jest aż tak skomplikowana?

A może należało chociaż zamknąć wyspę, zamiast pokazywać ją w takim stanie?

No, chyba, że to ma być atrakcja turystyczna…

P.s. Krakow i Poznan stoją jak stały. Pozostałe dwie części Wrocławia również.

——————-

A takie tam muzyczne skojarzenie.