Nie wiem na jak długo. Może to jesień. Może oczekiwanie.
Piszę coraz krócej, ale każde słowo jest nasycone do granic. Nawet jeśli tylko ja to czuję. Czasami staram się rozpuszczać je jak pastylki, ale wtedy od razu wokół unosi się smrodek patosu i banału.
Uczę się oddychać pod wiatr to trudne
lecz kiedy opanujesz tę umiejętność możesz poczuć
że oddychasz wolnością że tak pachnie wolność
zielenią
Wracam do przedziału by o tym napisać a tam kobieta Och proszę pani och jaki świat jest piękny
kiedy słońce tak świeci a ja och nie lubię upałów
i dlaczego tak jest że och kiedy jest zimno marzymy o cieple
a gdy tylko ciepło och to mamy tego dosyć
dlaczego
nie wiem Znowu piszę jak Frank
ale to może przez to że jego wiersze nade mną
Wypiłam piwo i kawę i zjadłam cukierka
i ciasto i banana na drogę
Widziałam jelonka i dwa zające
i bociany dużo bocianów i łabędzi
Przejeżdżam przez miasteczka w których nigdy nie żyć
i myślę o Tobie Czas odmierzany stukiem kół i wodą za oknem
i zielenią znowu zieleń dlaczego
może dlatego że zieleń to wolność
a wolność to woda (za oknem jezioro)
a woda to morze
więc bliżej Ciebie bliżej Ciebie bliżej Ciebie
chociaż tak daleko
Nie on pierwszy. Andersen był przecież poważnym pisarzem “dla dorosłych”, swoją twórczość dla dzieci traktował jako coś marginalnego. Ot, bajki, głupotki.
Milne co prawda nie był pisarzem od rzeczy poważnych, ale nie twórczość dla dzieci była jego głównym zainteresowaniem. Pisał wiersze, dramaty teatralne, powieści (“Dwoje ludzi” to jedna z doskonalszych książek na lato)… Historyjki o Kubusiu Puchatku powstały z dziecięcych zabaw, sporą część wymyśliła mama Krzysia. Tak, tak.
A my mamy Brzechwę.
Krępowały go spotkania z dziećmi, chociaż musiał je doskonale rozumieć, skoro bez jego wierszy większość z nas nie wyobraża sobie dzieciństwa. Do tego stopnia zawładnął dziecięcą półką z książkami, że prawie nikt nie wie – albo tylko nie pamięta – że był poetą także dla dorosłych.
Brzechwa i erotyki? Niemożliwe… Sama się z tego śmiałam mając czternaście lat. Dopóki nie przeczytałam.
Erotyk
Przez okno kwadratowe
Widzę wąsate drzewa,
Odkąd wdały się ze mną w rozmowę —
Śpiewam…
Przez kwadratowe okno
Widzę, że jesteś młoda,
A ja noc miałem taką samotną —
Szkoda!
—————–
Dwadzieścia cztery smutki
Dwadzieścia cztery smutki
to zwykła nasza doba.
I dzień jest nie za krotki,
i noc się nam podoba.
Deszcz pada nieustanny
i nudny, i nużący,
za oknem chodzą panny
smucące się niechcący
(niechcący…)
Za oknem wieczór spływa
po dachach i po rynnach,
i ciemność odpoczywa
bezpieczna i bezczynna.
Dwadzieścia cztery smutki…
Usiądę sam za stołem,
zamyślę się wieczyście
o życiu niewesołym,
przez które ze mną szliście.
O naszym domu niskim
i o wysokim niebie,
o wszystkich i o wszystkim -
i za was, i za siebie.
Dwadzieścia cztery smutki…
Wzdłuż ulic
Wzdłuż ulic, jak wzdłuż snów
co dzień tramwajem jadę.
Wzdłuż ulic, jak wzdłuż snów
migocą światła blade.
I zawsze tylko wzdłuż,
i nigdy już inaczej,
i nigdy, nigdy już
nie zmylę mych przeznaczeń.
Z daleka widzę dom,
gdzie było szczęście moje.
Z daleka widzę dom
przychylny moim snom.
Wzdłuż ulic, jak wzdłuż snów
co dzień tramwajem jadę.
Wzdłuż ulic, jak wzdłuż snów
migocą światła blade…
I śnią mi się pokoje
pootwierane znów,
i wiszą ręce twoje
wzdłuż ciemnych moich snów.
Wszystkie zdjęcia, teksty i wiersze zamieszczone na blogu są mojego autorstwa (o ile nie zaznaczono inaczej). Skontaktuj się ze mną jeśli chcesz ich użyć.