buty ponad podziałami

Pamiętacie, jak to było, kiedy byliśmy młodzi, biedni? Usiłujący zrozumieć, o co chodzi? Pamiętacie pierwsze campy i poszukiwania money tree, które rosły tu i ówdzie, dostarczając nam pierwszej gotówki?
Na pewno pamiętacie.

W części dla początkujących Polish Community rośnie money tree. Zasilane z konta Magnusa i z tego, co dobrzy ludzie wrzucą. Dzięki temu nowonarodzone polskie awatary mają szansę zdobyć pierwsze kieszonkowe.
Wpłacać do drzewka trudno, bo dostęp do tej części wyspy mają tylko newbie (do 30 dni) i wolontariusze.

Pomyślałam, żeby może zrobić jakąś zbiórkę na drzewko?
W imię solidarności, której brak sami sobie często zarzucamy.
Nie, nie “co łaska”. Bez trącania w sentymentalno-patriotyczne struny i bez cytowania poezji, to już przerabialiśmy, z opłakanym skutkiem.
I nie za darmo.

Wiem, że to niewiele, ale może komuś się spodoba? W dwóch miejscach w SL wystawiłam pantofle.

Mają wbudowany resizer, można więc dopasować wielkość.
Transfer.

Kosztują 1 L$

Wszystkie zarobione w ten sposób L$ będę wpłacać money tree w PC, jeśli będzie potrzeba, udokumentuję transakcje screenami.

Adresy:

Centrum Polska

Second Wroclaw

Szukajcie pantofelka.

Wyspa III

9 VI

Piszesz, że na mojej Wyspie nic się nie dzieje, że dni są tu ciepłe i leniwe, zbyt ciepłe i zbyt leniwe, żeby to mogła być prawda. Ale to nie tak. Moja Wyspa żyje własnym rytmem, karmi się zielenią i ciszą. I każde zdarzenie jest tu wydarzeniem. Wymyślone przeze mnie tworzy mnie od nowa; nic nigdy na Wyspie nie minie niezauważone, bo gdyby było niedostrzegalne, nie byłoby go wcale.

Kilka dni temu zakwitły Różowe Drzewa. Kwiaty wyglądające jak miniaturowe bukiety róż otulają mnie teraz, ich zapach budzi mnie codziennie – jedno drzewo rośnie bardzo blisko okna. Słoneczny Chłopiec stał się bardziej słoneczny, chłodne źródełko w moim ogrodzie stało się bardziej błękitne. Tylko morze opuściło mnie tak, jak przedtem zrobił to Koci Mężczyzna, bo Różowe Drzewa nie są drzewami nadmorskimi, chociaż rosną na mojej Wyspie (od strony północnej widać już Archipelagi).

Wiesz, o morzu jednak nie można zapomnieć tak, jak zapomina się o Kocim Mężczyźnie. On powróci do mnie na pewno i już sama świadomość tego powrotu, spokojna pewność, z jaką moje ciało czeka na leniwy, okrągły dotyk jego dłoni sprawia, że przestaję o nim myśleć. A przecież bywały noce, kiedy Koci Mężczyzna stawał się Wyspą; teraz każdego dnia Wyspa staje się dla mnie Słonecznym Chłopcem i kwiatami Różowych Drzew (właściwie tylko te kwiaty są rzeczywiście różowe).

A Ty piszesz, że na mojej Wyspie nic się nie dzieje, że nie ma tu żadnej historii do opowiedzenia. Radzisz wyjazd do Hiszpanii, bo uważasz, że tam mogłoby wydarzyć się coś naprawdę fascynującego. Dobrze, może skorzystam. Ale nie teraz. Teraz pocałunki mojego Chłopca, zapach kwiatów, kolor wody są zbyt gorące, zbyt piękne, bym mogła je zostawić.

Moja Wyspa zginie, jeżeli opuszczę ją przed powrotem Kociego Pana. A on milczy, nie pisze do mnie nawet w snach, co tylko jest dowodem na to, że jeszcze nie ma zamiaru wracać.

Słoneczny Chłopiec mnie woła, wybacz, że kończę.

—————-

po owocach ich tra la la

Prace ogrodnicze w rl leżą. Doszłam do perfekcji, nawet kaktusy nie dałyby mi rady. Na dworze rośnie i kwitnie to, co ma szanse przeżyć. Jabłoń. Wiśnie. Śliwki. Jakieś kwiaty, trochę róż, piwonie i malwy.

W SL prace ogrodnicze są prostsze i co najważniejsze dają natychmiastowe efekty. Jabłoń kwitnie cały rok, żonkile na tarasie również.

Ale owoce wykonałam własnoręcznie. Rozstać się z nimi niełatwo, ale po malutku, po sztuce… czemu nie.

Uprawa ekologiczna, bez nawozów sztucznych.

Truskawka, 1 L$

Czereśnia, 1 L$

praca wre

Tęsknię za czereśniami.

krok do przodu

Niedzielne przedpołudnie upłynęło mi na pracy, nazwijmy to, twórczej. Efekty? Proszę bardzo. Jeżeli ktoś chciałby zmierzyć, przez najbliższe dwa tygodnie są dostępne w grupie Z. Z. Z. (polska grupa dla zakupoholiczek).

A potem się zobaczy.

Pora przestać być tylko konsumentem, chociaż przez chwilę.

wyspa II

6 VI

Dzisiaj poznałam Słonecznego Chłopca. Mieszka na mojej Wyspie, mieszka tu od dawna, od samego początku, ale nigdy przedtem go nie spotkałam; przeczuwałam jego obecność, moja skóra – jak wiesz bardzo samodzielna – domyślała się zapachu jego skóry, czasami wydawało mi się, że promienie słońca przypominają uśmiech jego oczu. Ale nie mogłam go znaleźć. Koci Mężczyzna z lekceważeniem podchodził do tych poszukiwań, które usiłowałam przed nim nieudolnie ukryć. Uśmiechał się tylko, kiedy przy śniadaniu odwracając wzrok od okna odpowiadałam niezbyt przytomnie na jego pytania. A Słoneczny Chłopiec nocą buszował po moim ogrodzie; rano znajdowałam ślady jego stóp prowadzące w stronę morza, lecz na plaży go nie było. Myślałam tylko o tym, że tak bardzo chciałabym go schwytać, a pewnie nigdy mi się to nie uda.
Ale wczoraj Kociemu Mężczyźnie przyśniło się morze. Znaczenie tego snu było tak banalnie proste, że śmialiśmy się oboje, kiedy odpływał, chociaż było mi trochę smutno; wiedziałam, że teraz będę opuszczona, a dotychczas tylko samotność była na mojej Wyspie naprawdę samotna.
Zabiłam plażę zapominając o niej, weszłam do parku, którego nigdy przedtem nie było, może tylko nocą. I nagle puch dmuchawca stał się pretekstem do zaistnienia Chłopca. Słonecznego Chłopca, który wygląda tak, jakby we włosy wplątały mu się ptaki, wiatr i słońce, chłopca, który chodzi boso i ma silne ramiona, lecz nie ma w nim ciemnej siły Kociego Mężczyzny.
Ponieważ prosił o zachowanie tajemnicy szczegółów tego spotkania, piszę tylko po to, żeby powiedzieć, że go znam. I cóż ? Pobiegł gdzieś za nieoswojonym Pomysłem Na Cały Dzień (nigdy nie udaje mu się go złapać).
Krzyknął jeszcze, żeby Cię pozdrowić.

——————

krótko

Nie ogarniam sposobu myślenia ściany.

- i tu miało nastąpić rozwinięcie tej jakże głębokiej myśli, ale po kilkudniowym namyśle uznałam, że nie warto, sraczka językowa niech pozostanie domeną innych -

Nie ogarniam sposobu myślenia ściany, bez względu na to jak kolorowe i obiecujące cuda plakaty na niej wiszą.

Ale czy w ogóle jest coś do ogarniania?

Szkoda słów.

Lada dzień zakwitną piwonie i jaśmin.

——————

——————

Ktoś ma ochotę na truskawkę?

wyspa I

29 V

Wybacz mi, że wyjechałam. Ale obudziło się we mnie pragnienie wędrówki, dalekiej i niepotrzebnej nikomu, pragnienie rozmowy z dawno wymyślonymi ludźmi. Obudziła się we mnie potrzeba nowych krajobrazów. Założyłam więc sukienkę w kwiaty i wyjechałam.

Ta podróż dobrze mi zrobi, taka już byłam blada i chłodna, jak mgła. Przeźroczystą dłonią dotykałam swojej twarzy jak ptaka i patrząc w lustro powtarzałam sobie – “Nie, to nieprawda, to nie mogę być ja”; w uszach szumiały mi morza i kolorowe nadmorskie drzewa, czułam, że moje wewnętrzne miasto wygania mnie z siebie, śniąc o tym, że mnie tam nie ma.

A tu jestem szczęśliwa. Spotkałam mężczyznę, mającego w sobie siłę i leniwy urok czarnego kota, wyjechałam więc z nim. Jednym okrągłym ruchem podjął tę decyzję, jednym okrągłym ruchem dłoni zagarnął mnie do siebie, jak fala. Jest mi potrzebny w tej podróży. Zresztą – już nie podróżuję, wybudowałam sobie małą Wyspę, blisko Archipelagów. Mieszkam tam teraz, pielęgnując ogród.

——————

po prostu

Frank O’Hara był poetą (którego wiersze kazałeś mi przeczytać kiedy będę w Warszawie)

/

I cóż, może dlatego, że nie jestem gadatliwa, a może

z powodu innych gwiezdnych okoliczności,

nigdy nie pisałam tak jak Frank. A jednak

to bardzo tajemnicze i byłoby w tym trochę magii -

mieszkać tu i myśleć jak pewien facet

bardzo daleko i dość dawno. Mieszkać tu,

a jednocześnie zginąć na plaży w 66r.

(umrzeć nad morzem jest lepiej niż gdzie indziej).

/

A może jednak ja to on i jest teraz 59r.

i na jakimś przyjęciu razem całujemy w usta

złotowłosego chłopca? Nie, to nieprawda,

bo ja nie lubię chłopców, lubię tylko mężczyzn,

silnych, chociaż nie muszą być twardzi jak skała.

Już raczej łagodni i letni jak pływanie w morzu,

w tym morzu, nad którym nigdy więcej nie będę.

/

Wiesz, Frank, mężczyźni w ogóle są jak morze,

od nich skóra jest słona i pierzchną nam usta,

więc chociaż nie jestem gadatliwa i nigdy się nie spotkamy -

postanowiłam o tym napisać.

———————


właściwie o niczym

Spadł deszcz. Cały dzień marznę nieco, siedząc przy uchylonym oknie, zachłystując się powietrzem. Zieleń zrobiła się jeszcze bardziej soczysta.

Mam mało czasu ostatnio, w obydwu światach. I będzie go jeszcze mniej, wiem. 8 tygodni do wakacji, jaka szkoda, że nie pracuję w szkole. Jaka szkoda, że nie chodzę do szkoły, “wakacje” brzmi znacznie lepiej niż “urlop”.

Kilka dni urlopu.

I dużo pracy. Nad czymś, co powstać miało już dawno, ale dopiero niedawno okazało się, że może, powinno, ma gdzie.

Ostatnio na blogach przewinęły się listy i antylisty przebojów, ja tylko rzucam kolejną czepialską. Możliwe, że czepia się tylko mnie, ale co tam.

Wiecznie napawa mnie optymizmem, bo jest żywym dowodem na to, że można żyć robiąc to, co kocha się najbardziej i cieszyć się tym zawsze, bez względu na wszystko. Jednocześnie sprawiając przyjemność innym.

Aha, żadnych filmowych skojarzeń.